Corona odmieniła życie Briana (do którego ze względu na prywatność mówimy wyłącznie po imieniu). W ciągu tygodnia stracił ojca i wujka, bez możliwości godnego pożegnania. Mimo to jego matka, brat, siostra i on sam zostali zarażeni. Teraz Brian zmaga się z długim koronawirusem i boi się konsekwencji dla swojej pracy i rodziny.
„W marcu 2020 r. nie było jeszcze możliwości przeprowadzenia testów” – mówi Brian. „Dwa razy udałem się do punktu pierwszej pomocy z powodu silnej duszności, ale ponownie zostałem odesłany z miernikiem saturacji”. Wszystko to wydarzyło się po śmierci ojca. To już miało straszny wpływ. – Mój ojciec zemdlał. Następnie wezwaliśmy pogotowie i to był ostatni raz, kiedy widziałem go żywego. Nie mogliśmy być przy nim, wspierać go i pocieszać. Na pytanie, czy chcemy kontynuować leczenie, musieliśmy odpowiedzieć poprzez wideorozmowę, ale okazało się, że jest to w zasadzie bez sensu. Po transferze z Hagi do Leiderdorp sytuacja bardzo szybko się pogorszyła. Był w 100% zależny od wentylacji i w związku z tym pojawiało się pytanie, czy zgodziliśmy się na wyciągnięcie wtyczki. To straszna decyzja, zwłaszcza na odległość. Dwie osoby mogły się pożegnać. Ale jak to zrobić, gdy ma się żonę i trójkę dzieci? W końcu cała nasza czwórka mogła przyjść i pożegnać się w oddzielnym pokoju, ale jego już już nie było. Zajęło to tydzień. Następnie odbył się pogrzeb, w którym wzięło udział 30 osób, z zamkniętą trumną dla 67-letniego mężczyzny, który był w środku życia, miał wielu przyjaciół i zawsze ciężko pracował. Po prostu został usunięty z życia.
Potwór
Wtedy zaczęła się ciężka próba Briana, który ma żonę i trójkę dzieci w wieku 2, 6 i 9 lat. „Oprócz dolegliwości związanych z infekcją popadłam w depresję. W końcu stało się to tak poważne, że próbowałem popełnić samobójstwo. Z perspektywy czasu wydaje mi się to niezrozumiałe, ale jest to rodzaj potwora, który całkowicie przejmuje kontrolę. Byłam w szoku, rozwinęły się u mnie zaburzenia lękowe i panika. Bałam się, że moje dzieci zostaną porwane.
Ostatecznie pragnęłam tylko jednego: odpoczynku. Potem wziąłem wszystkie leki. Oczywiście otrzymałem później pomoc i wskazówki. Przyjęto mnie nawet do kliniki leczenia depresji. To miało duży wpływ. Nadal jest mi bardzo trudno, że straciłam nad sobą kontrolę i że mój powrót do zdrowia trwa tak długo.
Puste ręce
Przed koroną Brian pracował jako kurier. Praca na pół etatu, którą łączył z opieką nad trójką dzieci. Jego żona pracuje na pełen etat. – Ale nie można już pracować. Cierpię na zmęczenie, ciągle kaszlę i mam problemy poznawcze. Pracuję tam już 19 lat. Przed koroną nigdy nie odpuściłem. Już prawie półtora roku siedzę w domu. Otrzymałem wsparcie od C-support w kwestiach związanych z moją pracą. Jestem z tego naprawdę szczęśliwy. Opiekuje się mną bardzo kompetentny i empatyczny doradca. Boję się chwili, kiedy będę chora od dwóch lat i stanę twarzą w twarz z UWV. Zrobiłem sobie test na obecność korony, ale długo po infekcji uzyskałem wynik negatywny. Zatem i Ty zostajesz z pustymi rękami. Nie życzyłbyś tego najgorszemu wrogowi.
Zdjęcia w tym artykule nie są autorstwa Briana, służą wyłącznie celom ilustracyjnym.
