Dopóki nie zachorowała na COVID-19, Ans Willy Wildschut była kobietą aktywną społecznie. Oprócz pracy w żłobku przy domu opieki, którą wykonywała trzy dni w tygodniu, grała w klubie muzycznym, pracowała jako członkini zarządu i ukończyła kurs szycia. To już przeszłość. Szybko się męczy, ma duże problemy z płucami i szybko staje się przebodźcowana. Jednak teraz udało jej się na nowo cieszyć życiem i jak najlepiej wykorzystać ten czas. Nie nastąpiło to jednak automatycznie.
Zawsze za ciężkie
W marcu 2022 roku dotknięta została cała rodzina. Kiedy jej mąż i córki szybko wyzdrowieli z koronawirusa, sytuacja Ans Willy pogorszyła się jeszcze bardziej. Na nalegania pracodawcy i lekarza medycyny pracy podejmowała kilka prób reintegracji zawodowej. Stopniowo dawano jej lżejsze zadania, ale nawet wtedy jej ciało sygnalizowało, że zadania są dla niej wciąż za ciężkie. Nawet lekka praca administracyjna powodowała u niej silne ataki migreny. „Ale tak, nadal chcesz wytrwać, to leży w twojej naturze. Dopiero za drugim razem trafiłem na lekarza medycyny pracy, który zrozumiał i poradził mi, żebym odpoczął”.
Pomoc wnioskowana i otrzymana
To było mniej więcej w tym czasie, jesienią 2023 roku, kiedy zarejestrowała się w C-support. „Trochę później dostałem telefon od kogoś, kto powiedział: „Poprosiłeś o pomoc, więc jestem”. To właśnie Karla od tego momentu pełniła funkcję mojej doradczyni ds. opieki następczej. Na podstawie mojej historii doradziła mi, abym zaprzestała reintegracji, by zapobiec dalszym nawrotom. Ponieważ nie potrafiłam przetworzyć dużej ilości informacji na raz, poprowadziła mnie krok po kroku przez proces składania wniosku WIA. Byłem tak szczęśliwy, gdy w połowie 2024 roku uznano mnie za niezdolnego do pracy”.
Redding
„Kiedy ledwo mogłam przejść sto metrów, to Karla zachęciła mnie do ubiegania się o skuter inwalidzki. Szybko zrozumiała, jak jestem zbudowana i potrafiła sobie z tym dobrze poradzić. Wychodząc na skuterze inwalidzkim, na początku bardzo się tego wstydziłam, ale to było moje zbawienie. Mój świat stał się taki mały. Teraz mogłam znowu wyprowadzać psa z mężem i wychodzić w inne miejsca, trochę wśród ludzi. Chociaż nadal szybko robi się dla mnie za tłoczno”. Jej skuter inwalidzki również budzi wątpliwości. To skłoniło Ans Willy'ego do opowiedzenia nam, co się jej przydarzyło i co może zrobić człowiekowi stan po COVID-19. „Naprawdę nie żałuję siebie, ale musimy wiedzieć więcej o sytuacji po COVID-19”.
Z czasem jest coraz lepiej
Od kiedy udało jej się zapomnieć o stresie związanym z groźbą zwolnienia, Ans Willy czuje się stopniowo trochę lepiej. „Nie jestem już tak nisko, jak podczas reintegracji, znów mogę cieszyć się życiem. Mogę też trochę dalej chodzić, powiedzmy 500 metrów, a ostatnio po raz pierwszy znowu trochę pojeździłem na rowerze. Oczywiście na elektryce i bardzo ostrożnie, bo nadal mam problemy z równowagą. Mogę też znowu pójść na przyjęcie urodzinowe, chociaż wracam do domu wcześniej. To naprawdę ciągły wybór między tym, co można, a czego nie można robić. I robię się w tym coraz lepszy”.
Co jest jeszcze możliwe
Niedawno zaczęła korzystać z pomocy lekarza-pracownika socjalnego. „Wciąż trudno mi zrobić sobie przerwę w czasie i naprawdę się zrelaksować. Ona pomaga mi uwolnić się od „musisz” i zaakceptować życie takim, jakie jest teraz. Trzeba z niego wyciągnąć jak najwięcej i przede wszystkim zobaczyć, co jest jeszcze możliwe. Dlatego teraz znów jestem zajęta moją maszyną do szycia. Nie za długo, pół godziny na raz, i żadnych nowych rzeczy, żadnych skomplikowanych wzorów”.
Dobre uczucie
„Więc teraz zaczęłam robić dwa rodzaje toreb, które oferuję na mojej stronie na Facebooku. To sprawia mi przyjemność, daje mi satysfakcję. Nie muszę na tym zarabiać, mam tylko swoje korzyści. Potem musiałam pomyśleć, co jest dla mnie dobrą sprawą. I kto ostatnio mi najbardziej pomógł? To jest C-support, zdecydowanie numer 1. Więc tam teraz trafiają dochody. To daje mi dobre samopoczucie”.